Miliardy z Matplanety

Miliardy z Matplanety

Za każdym razem, gdy mijam billboard  z hasłem „Miliardy dla samorządu” (PO), czuję się jakbym spotkał Sigmę albo Pi z Matplanety. Te postaci mówiły oczywiście dzieciom samą prawdę, ale w wieku 35 lat nikt nie musi mi już prezentować prostego równania w formie tanecznej piosenki. Dwa plus dwa to cztery – miliardy w samorządach były i będą, bez względu na wynik wyborczy PO. Pytanie, co z tymi miliardami zrobiliśmy i zrobimy.

Konkursy o miliardy

Wymyśliliśmy w Polsce konkursy, do których muszą stawać miasta, wsie, instytucje, organizacje, żeby otrzymać pieniądze z Unii. Nie wszędzie jednak tak było – Litwini pieniądze dzielili z grubsza po równo w regionie nie bawiąc się w konkursy. W Polsce startowało wielu, a ci co przegrali, stracili dużo energii i środków na same starania. Ale tak to sobie urządziliśmy – konkursy na najlepsze projekty. Wygraliśmy więc w Suwałkach z akwaparkiem, z ośrodkiem kultury, z parkiem naukowo-technologicznym, z ulicami. Mieliśmy szczęście, bo mieliśmy dobre projekty. To było parę tłustych lat dla infrastruktury.

Jednak takie inwestycje w skali całego kraju nie rozwiązały najbardziej palących problemów Polaków: ubóstwa i bezrobocia. To te kwestie w ostatnim raporcie lokalnych liderów z całej Polski okazały się najważniejsze.

Na poziomie gmin podstawowym problemem jest „mądre” wykorzystywanie funduszy unijnych (46 proc.), tak aby zapewnić stabilność finansową (20 proc.) i długofalowo przeciwdziałać bezrobociu i ubóstwu (20 proc.).

Raport z diagnozy KSKL „Wyzwania – co środowiska lokalne myślą o nowej kadencji?”

Mądry Polak po miliardzie?

Mądrość wydatkowania środków to najbardziej deficytowy towar jak Polska długa i szeroka – brakuje jej w wielu samorządach. Wie o tym każdy przedsiębiorca, że wydać pieniądze jest bardzo łatwo, ale wydać je tak, żeby zaprocentowały w przyszłości, jest o wiele trudniej.

Inwestycje w ludzi są szczególnie ryzykowne w takich miastach jak Suwałki. Nie możemy być pewni, czy dzisiejszy mieszkaniec Suwałk nie będzie jutro mieszkańcem Londynu. Wtedy jego „szlifowane” z pomocą samorządu umiejętności wyjadą razem z nim. Czy warto ryzykować?

Innego wyjścia nie ma, bez rozwijania nowych form przeciwdziałania bezrobociu i ubóstwu Suwałki nadal będą „finansowały biedę”, co jest szkodliwe i społecznie, i gospodarczo, a przede wszystkim upokarza mieszkańców bez pracy. Nie chodzi o większe zasiłki, nie chodzi nawet o szkolenia, ale o różne formy „miękkiego” wejścia na rynek pracy. Zajmuje się tym Powiatowy Urząd Pracy i uruchomione tam 4 lata temu Centrum Aktywizacji Zawodowej. Jednak robią to też skutecznie organizacje pozarządowe, które bardziej elastycznie mogą podejść do osób potrzebujących wsparcia. Przykład to idea „ekonomii społecznej”, która została w ostatnich latach z pomocą funduszy UE wdrożona w całej Polsce przez specjalne ośrodki (OWIES). Są one prowadzone przez same organizacje (np. w Ełku) lub w partnerstwie z inną instytucją (ARES* z Pryzmatem w Suwałkach).

Sklep Społeczny - Ełk

Dlatego z taką nadzieją patrzę za miedzę, do Ełku, na poczynania sklepu społecznego prowadzonego przez zaprzyjaźnione Stowarzyszenie Adelfi. Czy Suwałki są gotowe na takie eksperymenty? Czy wzajemnie sobie zaufamy, że samorząd może pomóc więcej, niż tylko asfaltując drogę do domu?

* p. Annie Naszkiewicz dziękuję za sprostowanie dot. ekonomii społecznej w Suwałkach, o której zbyt skrótowo (a przez to niejasno) wspominałem we wcześniejszej wersji notki.

Wojtek Pająk

Radny w Radzie Miejskiej w Suwałkach (od 2014 r.), geograf, społecznik. Zawodowo instruktor w MidiCentrum oraz badacz i publicysta. Prywatnie mąż i tata trójki dzieci.

  • J.

    inspirujące!